Zupa z cukinii

Przywiozłam z Polski 6 dużych cukinii. Dobrodziejstwo ogródka, którego tu nie posiadam. W pewnym momencie zabrakło mi już pomysłu na potrawy z cukinią. Zdecydowałam się na przygotowanie zupy z cukinii. Przewertowałam cały internet w poszukiwaniu dobrego przepisu na ową zupę. Przepisów było sporo, ale żaden nie odpowiadał moim wymaganiom. W rezultacie zmodyfikowałam te wszystkie przepisy i stworzyłam swój przepis na tą wyśmienitą zupę.

1505913733187

SKŁADNIKI:

  • 1 duża cukinia
  • 4 duże ziemniaki
  • 2 średnie cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka oleju
  • 2 litry rosołu ( zawsze wekuję resztę niedzielnego rosołu na takie właśnie sytuacje )
  • 2 łyżka zmielonej mięty
  • 3 – 4 czubate łyżki jogurtu greckiego
  • sól morska, czarny pieprz, pieprz ziołowy, szczypta chili

PRZYGOTOWANIE:

Cukinie obrać, wydrążyć miąższ z ziarnami, pokroić w drobną kostkę. Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, cebulę, posiekać. Na dno rondla wlać olej i położyć masło. Gdy się tłuszcz rozpuści wrzucić cebulę, aby ją zeszklić, do niej dołożyć posiekany czosnek. Następnie dodać ziemniaki i podsmażyć, potem dodać cukinię. Wszystko razem smażyć przez ok 5 – 7 min. Po tym czasie wlać rosół i dusić pod przykryciem przez ok 10 min. W połowie duszenia dodać miętę i inne przyprawy. W kubku rozprowadzić kilkoma łyżkami zupy 3-4 łyżki jogurtu greckiego. Odstawić do ostygnięcia, gdyż będziemy potrawę miksować , a gorąca tępi ostrza blendera. Jak już zupa wystygła miksujemy ją. Zmiksowaną ponownie stawiamy na ogień i doprowadzamy do wrzenia, nie gotujemy. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz posypujemy miętą. Podajemy z groszkiem ptysiowym lub z grzankami.

SMACZNEGO!  :-)

Opublikowano Zupy | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

The Tiger: An Old Hunters Tale Dae-ho – Tygrys: opowieść starego łowcy(2015)

Kraj: Korea

Rok produkcji: 2015

Czas trwania: 139 min

Reżyseria:  Park Hoon-Jung

Obsada: Choi Min-Sik, Jeong Man-Sik, KimSang-Ho, Sung Yoo-Bin, Ren Osugi, Jung Suk-Won

Gatunek: dramat, akcja, historyczny.

„KOREAŃSKI KRÓL TYGRYSÓW VS CESARSTWO JAPOŃSKIE – Wielkie polowanie na zabójcę – ostatniego koreańskiego tygrysa, którego śmierć ma stanowić dla japońskiego okupanta symbol złamanego ducha walki Koreańczyków. W ujęcie tygrysa ma zostać włączony legendarny łowca Chun Man-Duk.”

images (1)

 

Akcja fimu toczy się w latach 20 , w czasach gdy Japończycy okupowali Cesarstwo koreańskie ( Korea Południowa). Ta historia ma dwóch głównych bohaterów. Jednym z nich jest  Chun Man-Duk, były myśliwy, który po tragicznych wydarzenia porzucił łowiectwo i zajął się zbieraniem ziół. Drugim bohaterem jest ogromny tygrys, uratowany niegdyś przez Man-Duka przed niechybną śmiercią. Tygrys zamieszkuje górę Jirisan, a Man-Duk mieszka w starej chatce u podnóża tej góry. Obu bohaterów łączy niebywała więź, nieme porozumienie oraz wzajemny szacunek. Gubernator japoński sprawujący nadzór w pobliskim miasteczku chce zabić tygrysa aby jego skórę dołączyć do innych tygrysich skór, które posiada w swoich zbiorach. Rozpoczyna się krwawe polowanie, krwawe, gdyż tygrys zabija większość ludzi na niego polujących. W tym czasie w Korei jest zima. Na ekranie dominuje chłodna kolorystyka, która umacnia krwawe sceny. Sceny polowań są dynamiczne i trzymają cały czas w napięciu. Do tego dochodzi muzyka, która dodatkowo pobudza wyobraźnię. Po wielu nieudanych próbach polowań tygrys zostaje w końcu ciężko ranny. Przychodzi do Man-Duka po śmierć z jego ręki. Po śmierci syna Seoka Man-Duk tez już nie chce żyć. Przychodzi na szczyt góry Jirian i zabija siebie i tygrysa. Film jest metaforą, gdzie tygrys stanowi ucieleśnienie koreańskiego hartu ducha, niezłomności narodu koreańskiego względem lepiej uzbrojonego, dysponującego liczniejszą armią okupanta. Japończycy są tu przedstawieni jako krwawy reżim, przed która bronią się Koreańczycy do ostatniej kropli krwi. Przyzwoite kino, dobrze nagrane, sceny łapią za serce, można uronić łezkę. Minusem tego filmu są słabe efekty komputerowe, które przesłaniają tematykę tego filmu, ale da się oglądać. Ja jestem bardzo wrażliwą osobą i muszę się przyznać, ze te niedogodności nie przeszkodziły mi wczuć się w ten film i ryczeć jak bóbr !  :-)

 

 

Opublikowano Filmy, które mnie poruszyły | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Zwariowane wakacje

Czytaj dalej

Opublikowano O wszystkim | Otagowano , , , , , , | 3 komentarzy

Zupa szpinakowa

Któregoś dnia zabrakło mi pomysłu na zupę. Ciepło na dworze, więc nie ma się ochoty na żadne ciężkie zupy. W markecie była wyprzedaż świeżego szpinaku, podsunęło mi to pomysł na zupę szpinakową. Miałam lekkie obawy czy domownikom będzie smakować, ale obawy okazały się płonne. Zupa wyszła bardzo smaczna.

19388423_1382112711880269_215941234963922613_o2

SKŁADNIKI:

4 szt kości wieprzowych (wcześniej upieczone na blasze w piekarniku)

1,5 kg świeżego szpinaku

2 marchewki

1 pietruszka

kawałek selera

kawałek białej części pora

1 średniej wielkości cebula

4 ząbki czosnku

4 średnie ziemniaki

3 łyżki stołowe dobrej śmietany

2 łyżki masła

1 łyżka mąki

jajka gotowane na twardo ( 1 jajko na jedną osobę)

przyprawy: 3 liście laurowe, 6 ziarenek ziela angielskiego, 1 łyżeczka vegety, sól, pieprz,                             gałka muszkatołowa

 

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Do garnka z wodą wrzucamy kości wieprzowe, liść laurowy, ziele angielskie, vegetę i gotujemy ok. godzinę na wolnym ogniu. Po godzinie wywar odcedzamy. Do odcedzonego wywaru dodajemy obrane ,umyte i starte na dużych oczkach warzywa: marchew, pietruszkę, seler. Gotujemy ok 5 minut – tarkowane warzywa szybko się gotują). Liście szpinaku dokładnie myjemy i rwiemy rękoma na drobno, ze względu na zawartość żelaza, ogonki odrzucamy. Na patelni roztapiamy masło, wrzucamy szpinak i wyciśnięty przez praskę czosnek i dusimy przez ok 5 min. Dodajemy to to wywaru z warzywami, przyprawiamy i gotujemy następne 5 min. Śmietanę mieszamy z wodą, mąką i odrobiną soli i dodajemy do wywaru. Jajka gotujemy na twardo, ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości.  Cebulę drobno siekamy i przesmażamy na złoty kolor.

Na talerz kładziemy ziemniaka, rozdrabniamy go widelcem, polewamy zezłoconą cebulką. Zalewamy to wszystko zupą szpinakową, a na wierzch, po bokach kładziemy jajko obrane i przecięte na pół.

Smacznego :)

Opublikowano Zupy | Otagowano , , | 4 komentarzy

Kontakt z przyrodą

Od miesiąca, a może trochę więcej chodzę do pobliskiego parku Sloterpark pobiegać . W domu mam psa Sabę i dwa koty – Alexa i Maję. Zatem zabieram ze sobą Sabę i idziemy się wyszaleć. Ciągle mam nadzieję, że dzięki temu będziemy spokojniejsze, jednak płonna ta moja nadzieja. :lol: Dopiero teraz energia nas rozsadza. Saba nawet z kotami zaczęła się bawić. Alex  odwzajemnia się tym samym, natomiast Maja woli nie ryzykować, chyba nie bardzo wierzy w czystość psich intencji.  :lol:  Wychodzimy około godziny 6 rano, tak na dobre przebudzenie i wtedy jest najcudowniej. Powietrze rześkie, a ptactwo i inne zwierzątka żyją pełnią życia. No i często gęsto zamiast biegania jest robienie zdjęć i obserwacja otoczenia. Przez blok w którym mieszkam przebiega kanał wodny. Tak tak przez blok, bo blok osadzony jest jedna częścią na kanale, na murowanych palach. Holendrzy mają wiele takich ciekawych pomysłów. Na tych kanałach tętni życiem. Koło mojego bloku co roku na tym samym miejscu łyska zwyczajna wysiaduje jajka. Gniazdo jest to kopiec zbudowany z liści i gałęzi. O dziwo gniazdo jest w centralnym miejscu, przy ruchliwej drodze. Nie czuje zagrożenia od ludzi, siedzi sobie spokojnie na jajkach ok 23 dni na zmianę z samcem. W tym roku pierwszych piskląt miała cztery, uchował się jeden. Nie wiem do końca co lub kto ich zabija: czy to może kruk, a może mewy. W każdym bądź razie za każdym razem traci większość potomstwa prawem natury. W tej chwili znowu siedzi na jajkach, a obok niej młody, który nie uzyskał jeszcze dojrzałości. 179955Kilka razy dziennie dochodzi do wymiany, tata zasiada na gnieździe, a mama z małym pływają i szukają pożywienia. Jak to ładnie wygląda taka ptasia rodzina. Do parku idziemy wzdłuż kanału, po którym pływa kacza rodzinka. Zabawne, że jak przechodzisz to kaczki głośno kwaczą, myśląc, że w ten sposób ochronią swoje małe. Pewnego razu inna kaczka za blisko do nich podpłynęła, to kaczor tata ją zaatakował i pogonił jak najdalej od swojej rodzinki. I chociaż maja super ochronę to i tak wszystkie się nie uchowają i nic na to nie poradzisz, bo nikt tu nie ingeruje tak bardzo w przyrodę.

Najgorsze są tutaj kruki. Niczego i nikogo się nie boją, a jest ich całe mnóstwo. Wczoraj w parku spotkała nas: mnie i Sabę niemiła przygoda. Na ścieżce skacze młody kruk, a na gałęziach siedzą dwa dorosłe kruki i skrzeczą. Dochodzimy bliżej, a ten kruk ze ścieżki nie odfruwa, tylko skacze dalej na trawę. Saba wystartowała do niego, a jeden z kruków tych z drzewa sfrunął bezpośrednio nad nią skrzecząc złowrogo. Odgoniłam Sabę i chciałam sprawdzić co się stało temu młodemu krukowi. 19237919_1380336395391234_6762737881078813446_o51Dochodzę bliżej, a tu raptownie bezpośrednio nad moja głową przeleciał kruk z drzewa głośno skrzecząc. Tak się wystraszyłam, że szybko się oddaliłam od tego młodego kruka. Przypomniał mi się film Alfreda Hitchcocka „Ptaki” i zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie. Już sobie zaczęłam wyobrażać jak mnie atakują brrrrrr. Pobiegliśmy dalej, oglądając się za sobą, czy aby nas nie gonią.  ;-)

Wracaliśmy poboczną drogą, aby ominąć te kruki. Nie było nam dane spokojnie wrócić, gdyż ten mały kruk w międzyczasie zdążył się przemieścić na tą samą drogę. Drepcze po drodze, a po bokach rodzice. Tak myślę, że to byli rodzice i pewno uczyli małego fruwać .  Oczywiście reakcja rodziców była natychmiastowa, czyli wrzask i fruwanie nad Sabą. Nie ryzykowałam i poszliśmy na skróty przez łąkę, gdzie ludzie bawią się z psami, omijając ich szerokim łukiem. Tak oto skończyła się nasza mała przygoda w kontakcie z przyrodą.  :lol:

Opublikowano O wszystkim | Otagowano , , , , , | 6 komentarzy

Chleb żytni z automatu

Uwielbiam własny chleb, uważam, że każda ceniąca się gospodyni powinna umieć upiec chleb. Od czasu gdy dostałam w prezencie automat do pieczenia chleba, chleb swojego wypieku gości u nas prawie codziennie. Długo mi zajęło opracowanie dobrego przepisu, tzn. takiego z którego chleb zawsze wychodzi. Składniki są przystosowane do dużego automatu na dwa mieszadła. Chleb wychodzi wyborny.

664

SKŁADNIKI:

200 ml zakwasu żytniego

50 ml oleju słonecznikowego

300 ml wody przegotowanej ostudzonej

420 dkg mąki żytniej

200 dkg mąki pszennej typu 550

1/5 łyżeczki drożdży suchych

1 1/2 łyżeczki cukru

2 łyżeczki soli ( ja używam sól morską drobnoziarnistą)

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Do automatu wlewamy po kolei: wodę, zakwas, olej. Następnie wsypujemy dwa rodzaje mąki wymieszane ze sobą. Na wierzch na środek mąki wsypujemy drożdże, w jednym rogu cukier i po przeciwległym brzegu sól. Musimy pilnować, aby drożdże nie stykały się z solą, bo wtedy umrą. Włączmy maszynę na program wyrabiania i wyrastania. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 50°C. Gdy automat zacznie pikać (mój pika, gdy ciasto jest już  wyrobione i przygotowane do pieczenia) wyjmujemy formę z ciastem z maszyny. Ręką odsuwamy  ciasto  i wyjmujemy mieszadła. Ciasto ładnie formujemy ręką namoczoną w wodzie. Do wyłączonego piekarnika wstawiamy ciasto (przykryte ściereczką) do wyrośnięcia. Potrzeba ok. 5 godzin, aby ciasto wyrosło, tzn. musi podwoić swoją objętość. Wyrośnięte ciasto wstawiamy do maszyny do pieczenia i skraplamy wodą. Ustawiamy program na szybkie pieczenie i na podrumienioną skórkę, u mnie to jest 8 – piecze 1 godz. Po upieczeniu wyjmujemy chleb na kratkę nad zlewem i czekamy aż ostygnie. Ciepłego chleba lepiej nie kroić, gdyż może się zrobić klucha w środku.

Opublikowano Moje pieczenie | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Wyprawa do Parku De Oeverlanden

Pod koniec maja, w sobotni poranek, przy pięknej pogodzie wybraliśmy się do Parku De Oeverlanden w Slotervaart. Znajduje się on w południowo-zachodniej część Amsterdamu, który po północnej stronie połączony jest z jeziorem Nieuwe Meer.de-oeverlanden-720x480

Park powstał w latach pięćdziesiątych na przyjeziornych, zrekultywowanych gruntach. W latach osiemdziesiątych miasto Amsterdam chciało zamienić park na osiedle mieszkaniowe, ale obrońcom praw przyrody udało się wywalczyć, aby teren ten pozostał parkiem. Został utworzony w nim rezerwat przyrody. o (12)21

Przy wejściu park otoczony jest siatką, a wchodzi się do niego przez ruchomą bramkę. Koło bramki stoi tablica informacyjna, na której są umieszczone poza informacjami ogólnymi zdjęcia ciekawych okazów flory i fauny, które możemy tam zobaczyć.

Park został podzielony na strefy:

Jedna strefa jest wykorzystywana do edukacji przyrodniczej dla dzieci w wieku szkolnym i do działalności Klubu zajmującego się naturą (Natuurclub The Biobende), dla dzieci w wieku od 7 do 13 lat.

Druga strefa jest dostępna dla ludzi spacerującymi z psami. Tam psy mogą wolno biegać bez smyczy i bez kagańca.

Dość specyficzna i kontrowersyjna strefa to strefa przeznaczona dla bawiących się homoseksualistów.

oeverlanden1000( zdjęcie z sieci, gdyż ja nie miałam przyjemności zobaczyć nagiego geja :-D).

Teren ten przyciąga homoseksualistów poszukujących partnerów seksualnych, którzy przybywają tu z całej Holandii, a nawet Europy. Przybywają tam homoseksualiści, którzy znają i uprawiają praktykę seksualna zwaną „cruising”, czyli przypadkowy seks z przypadkowym gejem.  Jednak i w tak tolerancyjnej Holandii pojawiły się słowa sprzeciwu, przeciwnicy twierdzą, że seks  w miejscach publicznych jest sprzeczny z prawem. A że park był używany w tym celu tak długo i był problem z tym walczyć. Po pewnym czasie stał się „gedoog”, niderlandzkim słowem tolerującym niepożądane zachowanie.

Park odwiedzają ludzie z małymi dziećmi, którzy zmierzają na plażę, ludzie spacerujący z psami oraz miłośnicy przyrody.  Homoseksualiści uprawiali seks głównie w krzakach, w parku, a pozostawiane znaki pobudzały do tego, aby się tam zatrzymać (wrodzona ludzka ciekawość   :lol: ). Stąd dążenie do rozdzielenia tych terenów tak, aby każda grupa mogła się zrelaksować we własnym obszarze, nie narażając się na siebie nawzajem. Ostatecznie radni zdecydowali, że geje mogą uprawiać seks w parku pod warunkiem, że nie dzieje się to blisko placu zabaw dzieci, ponadto odbywa się to wieczorem i w nocy. Warunkiem równie ważnym było, aby geje sprzątali po sobie i zabierali śmiecie, które w czasie ich miłosnych uniesień się nagromadziły. ;-) Natomiast zabronili w tym czasie chodzić właścicielom psów z ich pupilami bez smyczy, pod groźbą mandatu( zgadniecie dlaczego?   :lol: ).

Myślę, że to pierwszy raz w historii, że park, który jest jednym z największych miejskich parków, bardzo popularny, wymieniany w słowniku PWN, który ma nawet muzeum filmowe i teatr na świeżym powietrzu! legalnie sankcjonuje seks publiczny! – Samo życie!!!   :-D

Ogólnie park został podzielony na dwie części:

  • rezerwat przyrody, położony na wschód od Anderlechtlaan
  • teren rekreacyjny, położony pomiędzy Anderlechtlaan i okrągłym kanałem w Haarlemmermeerpolder.

Samochód zostawiliśmy na parkingu, przy drodze Oude Haagseweg i udaliśmy się na spacer z psem, który biegał bez kagańca i bez smyczy :-D  Brzegiem jeziora biegła ścieżka dla pieszych, a obok szersza dla rowerzystów, ścieżki oddzielone roślinnością.  Oczywiście obie bardzo ruchliwe, przy tak ładnej pogodzie, każdy kto mógł z okolicy wybrał się na spacer jak nie pieszo z pieskami to rowerem. Od czasu do czasu zbaczaliśmy z trasy, aby zwiedzić boczne miejsca. Teren przepiękny, mnóstwo zieleni. Mostek tu, mostek tam. Blisko woda a w oddali miasto i przejeżdżające pociągi.

Przy jeziorze Meer są trzy małe zaciszne plaże zapewniające plac zabaw dla dzieci. Plaże otoczone są zielenią i oferują piękny widok na okolicę. Na jednej z plaż znajduje się drewniana konstrukcja do zabaw z wodą i wieża wspinaczkowa. wszystkie plaże były otoczone linami. Podczas spaceru nasłuchiwaliśmy śpiewu ptaków, brzęczenia pszczół i innych owadów. Wdychaliśmy zapach kwiatów i ziół, a od brzegu Meer docierał do nas zapach świeżej wody. Po drodze mijaliśmy stoły piknikowe, z wydzielonymi miejscami na grilla, przyniesionego ze sobą, lub małe ognisko. Podczas spaceru natknęliśmy się na pasące się krowy z małym cielaczkiem. 1777Jest to bydło Highland, szkocka rasa wyżynna, z długimi rogami i długa sierścią. Mądre krówki, ładnie pozowały.  ;-)

Nad jeziorem wznosi się ładny budynek w której znajduje się restauracja ” Paviljoen Aquarius”, gdzie można się rozsiąść wygodnie i popijająć lub podjadająć lub to i to ;-) upajać się widokiem na Amsterdam Forest. Nasz pies może tam przebywać z nami, w środku i na zewnątrz. Można także skorzystać z darmowego internetu i od razu podzielić się zdjęciami na fejsie.  ;-)

Po prawej stronie naszej wędrówki rozciągał się Ogród Botaniczny (Ons Buiten). Centrum rekreacyjne z domkami i małymi ogródkami.  Ale to już przez drogę, po której jeździły samochody, czyli w części terenu nie należącej do parku. Wypuściliśmy się trochę dalej, bo chcieliśmy zobaczyć przystań dla jachtów. Ludzie tam za opłatą cumują jachty przez cały rok. Czyli można mieszkać w bloku i pozwolić sobie na taki jachcik – super sprawa.  :-)

Nowy folder (2)

Przejście całej drogi, oraz powrót do samochodu zajęło nam dwie godziny. W tym czasie zdążyliśmy odpoczać od miejskiego zgiełku i super się dotlenić: my i nasz pies Saba.  :-D

Opublikowano Moje wycieczki | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Mini ogródek

W mieście ciężko o zdrową, niechemiczną zieleninę. Czy to będzie Polska, czy Holandia prawa rynku są takie same. Jak najwięcej chemii, aby wyhodować dużo okazałych egzemplarzy i sprzedać, bo prawa rynku to zysk. Nieważne, że po przyniesieniu do domu roślinka szybko umiera, nie dostawszy owej chemii. Ważne, że jest zysk, no a my zjadamy takie coś, bo jakże by inaczej, „zielenina to samo zdrowie przecież”. ;-) Warto  jednak  wysilić się troszeczkę i wyhodować swoją zieleninę. Korzyści płynące z tego są oczywiste: Mniej chemii w naszym organizmie, a roślinka sobie rośnie cały sezon i mamy dostęp do świeżej natki różnych ziół.

Brak działki zmobilizował mnie do założenia balkonowego ogródka.11412102_10207008923567482_1405550806309185925_ntrfre5rBalkon mam mały, ale wystarczył na posadzenie najważniejszych ziółek i nowalijek. Przy słonecznej pogodzie uwielbiamy jeść na balkonie, czujemy się jak w ogrodzie, super ! :)

Zorganizowanie takiego mini ogródka nie wymaga wielkiego nakładu pracy, a efekty są wspaniałe. Od jesieni przygotowywałam kompost, który wiosną mieszam z ziemia do roślin balkonowych. Do wiadra stojącego na balkonie wyrzucam fusy po kawie, herbacie, oraz zmielone skorupki od jajek, zbieram to do wiosny. Wiosną mieszam takowy kompost z ziemia w proporcji 1-10. Na dno doniczki sypię warstwę keramzytu , warstwa ok. 2-3 cm. ^1952FC6A6B450418E2B4784991A73DFFEEC8CFF8ABE38D333B^pimgpsh_fullsize_distr2Działa jak drenaż, bardzo dobrze napowietrza glebę i pomaga doprowadzić tlen roślinkom. Ponadto zapobiega przelaniu roślin, gdy się rozpędzimy z wodą, lub gdy przyjdzie ulewa i nie zdarzymy osłonić naszych roślin. Po nasypaniu keramzytu sypie ziemię wymieszaną z moim kompostem. A na koniec sadzę roślinki przygotowane z mojej własnej rozsady.

A rozsadę przygotowuję tak: do mini szklarenek sypie specjalną ziemie przeznaczoną do wysiewu nasion(Kupuję w sklepie ogrodniczym). W tym roku wysiałam: sałatę, rukolę, roszponkę, koper, tymianek, pietruszkę, bazylię, oraz kiełki wszelkiego rodzaju na bezpośrednie spożycie.

1383386 138172255 139332244138411lk

W tym roku długo było zimno, więc wszystkie nasionka wysiewałam dopiero w kwietniu i do wschodu nasion trzymałam je na parapecie, w domu. Utrzymując stałą wilgotność codziennie wietrząc przez pół godziny, aby nie zapleśniała ziemia. Po 5-6 tyg. miałam już gotowa rozsadę do rozsadzenia. Przepikowałam je do małych torfowych doniczek, gdy już dorosną do przesadzenia do właściwych doniczek nie trzeba będzie je wyciągać, a tym samym nie będą chorować.

139255

I wystawiłam na dwór. Zrobiło sie już dużo cieplej to niech rosną na balkonie.

136522

Pod koniec maja sałata była już dobra do jedzenia. Taki unikat nie zjadamy naraz tylko urywamy listki i do kanapek są idealne, a jakie pyszne!!!  :lol: ^057A566ECAC3AD2715306308201BBA5C314738D220B2B663E1^pimgpsh_fullsize_distr2885

 

Opublikowano Moje roślinki | Otagowano , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Burger po mojemu

Czasami chcemy zjeść fast food typu hamburger, burger, hod dog i im podobne . Nie wiadomo co znajduje się w takiej żywności, ale wiadomo, że przyciąga swoim smakiem. Próbując połączyć przyjemne z pożytecznym opracowałam domowego burgera który, powiem nieśmiało, robi renomę w całej mojej rodzinie. :P Polecam skorzystać z mojego przepisu i zacząć samemu robić burgery w domu. Z mojego przepisu hamburgery wychodzą soczyste, przepyszne, i jak to się mówi: „wiemy co jemy”. :lol: Nie ma nic gorszego od burgera z suchym kotletem, zakupionym w jakieś budce brrrr… :-x

18839137_1365585410199666_2528656795972571724_n5

Składniki na ok. 6 burgerów:                    

karkówka wołowa – 700 gram

bulion – 1/2 szklanki

olej do posmarowania patelni

Przyprawy:

imbir mielony – 1/2 łyżeczki

kolendra mielona – 1/2 łyżeczki

biała gorczyca mielona – 1/2 łyżeczki

pieprz mielony – 1/2 łyżeczki

chili – 1/4 łyżeczki

sól morska (do smaku)

Dodatkowo:

bułki do burgerów,

ser żółty edam,

sałata krucha,

ogórek kiszony,

czerwona cebula,

pomidor,

majonez, ketchup, musztarda

Sposób przyrządzenia:

Mięso lekko zmrozić (będzie się lepiej mielić) i zemleć w maszynce do mięsa z sitkiem o średnich oczkach. Do zmielonej wołowiny dodać wszystkie przyprawy i bulion. Dokładnie wymieszać rękoma, aż mięso puści klej. Odstawić na ok. 15 min. aby mięso odpoczęło. W tym czasie przygotować dodatki: sałatę umyć, zaś w plastry pokroić pomidora, ogórka, cebulę oraz ser ( jeżeli jest w jednym kawałku).  Po 15  min. uformować kotlety wielkości bułki jaką mamy do burgerów. Patelnię grillową posmarować olejem i mocno rozgrzać na ogniu. Smażyć kotlety po 3-4  min. z każdej strony, czyli do momentu, aż się zarumienią. Bułkę do burgerów przeciąć na pół i również zgrillować na tej patelni. Płaską część bułki posmarować majonezem, drugą część musztardą. Na płaską część bułki położyć sałatę, ser, potem kotlet posmarowany ketchupem. Na kotleta położyć plastry ogórka, cebulę oraz pomidora. Przykryć górną częścią bułki wysmarowana musztardą, lekko przydusić oraz spiąć wszystko patyczkami do szaszłyków i…….zajadać.  :-P

18813152_1365585373533003_8612590536449332180_n

Smacznego !!! :)

Opublikowano Moje gotowanie | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Bazylia

 

basilic-pot-herbe-aromatique32

               Uwielbiam bazylię, wykorzystuję ją w kuchni jako przyprawę, robię pesto, albo dodaję do sałatek. W medycynie naturalnej jako napary oraz w kosmetyce, robię maseczki. :) Mimo, że jest wiele odmian bazylii to u mnie najczęściej gości bazylia pospolita. Łacińska nazwa Ocimum basilicum L., w zależności od rejonu może przybierać inne nazwy takie jak: bazylia wonna, bazylek ogrodowy, bazylijka zwyczajna, balsam lub  bazyliszek polski. Należy do rodziny jasnotowatych (Labiatae) z  gatunku roślin jednorocznych, która pochodzi z Azji Południowej, Środkowego Wschodu i Afryki. Uprawia się ją w ok. 160 odmianach. Ze względu na łatwość krzyżowania się gatunków, poszczególne odmiany są dosyć trudne do ustalenia. 

              Ma korzenny, słodko-pikantny smak oraz aromatyczny, ostry, przypominający goździki zapach i intensywnie zielony kolor liści. Bazylia, przez gruczoły umieszczone na spodniej stronie liścia, wydziela olejek bazyliowy o intensywnym, korzenno-kwiatowym zapachu. Dzięki bogactwie składników, jakie możemy znaleźć w zielu bazylii, ma ona szereg właściwości prozdrowotnych. Liście bazylii zawierają: skrobię, białko, błonnik, składniki mineralne, garbniki,  tłuszcze, witaminę C i E, rutynę, prowitaminę A oraz olejek eteryczny o zmiennym składzie i związki chemiczne oddziałujące na organizm człowieka m.in.: alkaloidy, taniny, flawonoidy.

               Bazylia uwielbia słońce, ale nie lubi wiatru oraz ulewnych deszczy, gdyż jest krucha. Stanowisko powinno być półsłoneczne tzn. pół dnia może być ostre światło, a drugie pół dnia półcień, wszystko po to, aby bazylia nie straciła od słońca swojego pięknego zielonego koloru. Ziemię lubi uniwersalną z domieszką piasku. Podlewamy ją dosyć obficie, w upały nawet dwa razy dziennie. Jednak należy uważać, aby jej nie przelewać, bo szybko zacznie gnić. Dobrze jest raz dziennie spryskiwać jej listeczki, ale nie na ostrym słońcu, bo można popalić liście. Jako roślina jednoroczna nie wymaga nawożenia. Rośnie do 60 cm wysokości, jako pojedyncza gałązka. Jeżeli chcemy ja rozkrzewić to uszczykniemy jej czubek i wtedy z pączków śpiących znajdujących się na łodyżce wyrosną nowe pędy. W ten sposób tez zahamujemy jej wzrost na wysokość.

Trochę ciekawostek o basil W antycznych zapiskach z 907 roku jest notatka, że bazylię znaleźli w chińskim regionie Hunan. W starożytnym Egipcie długo była używana do balsamowania i konserwacji zwłok. Możliwe, że właśnie z tego powodu bazylia stała się w Grecji symbolem żałoby, choć także wielkości, czy królewskiego dostojeństwa. Tam narodziła się legenda o niej i bazyliszku. Ziele to bowiem miało być lekarstwem na ugryzienie bazyliszka oraz na jego zabójczy oddech. Jeśli jednak człowiek zostałby przez niego zamieniony w kamień, to nawet bazylia nie mogła pomóc. Do dzisiaj w Grecji traktowana jest jako królewskie pachnidło, co wiąże się z jej nazwą (basilikon-królewski i okimoin-pachnieć). Tam została przywieziona w czasie wypraw Aleksandra Wielkiego, skąd trafiła do innych krajów śródziemnomorskich. Do Polski przywędrowała dopiero w XVI wieku.

           We Włoszech, w zależności od regionu bazylia miała różne znaczenie, m.in. symbolizowała miłość i nienawiść, niebezpieczeństwo i ochronę, śmierć i życie, a także przypisywano jej symbolikę erotyczną.  Na Sycylii była symbolem miłości odwzajemnionej, zaś w Rzymie symbolem zakochanych. Gałązka bazylii włożona za ucho młodzieńca oznaczała, że jest gotowy do ożenku, zaś wystawiona w oknie panny jako jej wola wstąpienia w związek małżeński. Boccaccio w swoim słynnym dziele Dekameron (Dzień IV, nowela 5), także odwołał się do bazylii jako symbolu miłości do nieżyjącego ukochanego. Boccaccio opisuje jak Lisabetta z Mesyny widząc ciało ukochanego, zabitego przez jej braci, odcina mu nożem głowę  i przynosi do domu, aby pamiętać o ich krótkiej i pięknej miłości wsadza ją w wazę i zasadza bazylię, podlewając ją każdego dnia swoimi łzami.W średniowieczu bazylia miała zapewnić wierność ukochanego, wystarczyło tylko parę listków rozsypać wokół jego serca, aby ukochany był wierny aż do śmierci.

                  W Indiach uważa się tę roślinę za świętą. Hindusi używali tego ziołach w swoich świątyniach przez około 3000 lat, wierzyli, że codzienne spożywanie jednego jej liścia pozwoli zachować im zdrowie i płodność. Miała reprezentować ona boginię Lakshmi, którą ukochał sobie bóg Vishnu. Została przez niego uwiedziona. Jednak jej wyrzuty sumienia względem męża były tak duże, że postanowiła odebrać sobie życie. Bóg Vishnu postanowił, że od tej pory będzie ona czczona jako symbol wierności. Nazwano więc ziele bazylii właśnie na jej cześć. Stała się ona symbolem miłości, wiecznego życia. Stała się także protektorką Indii.

          We Francji jest rośliną św. Anny(patronki ogrodników) i co roku obchodzone jest jej święto. W średniowieczu wierzono, że noszenie bazylii na piersiach, czy w pończosze zapewni powodzenie. Uważano także, że skorpiony dorastają pod liśćmi bazylii. W Meksyku listki bazylii do dziś nosi się w portfelu, mają one zapewnić dobrobyt i wierność ukochanej osoby. Bazylia porastała ponoć grób, w którym złożono Chrystusa. 

Wysiew nasion w warunkach domowych:

Nasiona wysiewamy w maju do pojemników z ziemią. Pojemniki ustawiamy na najbardziej nasłonecznionym parapecie.  Musi być zapewniona duża ilość ciepła i światła. Przykrywamy pojemnik folią i dziurkujemy ją w celu dostarczenia powietrza. Dzięki temu w znacznym stopniu przyspieszymy kiełkowanie. Do podlewania ściągamy folię, pilnujemy aby podłoże było stale wilgotne, ale nie mokre. Po tygodniu do dwóch mamy już wykiełkowane siewki. W tym czasie ściągamy folię i bacznie obserwujemy ich wzrost. :P Gdy siewki uzyskają 5-6 cm wysokości i maja po 2-3 listki pikujemy do docelowych doniczek.^A49BF07ACEE5DD86A453EA2AC3C21A5B1B1C978B02617CD6FF^pimgpsh_fullsize_distr3 Doniczki muszą być dosyć głębokie, gdyż bazylia ma duży system korzeniowy. Obficie podlewamy i wystawiamy na parapet lub na balkon. Podlewamy rano i wieczorem, unikamy moczenia liści, gdyż łatwo o choroby grzybowe, podlewamy tylko podłoże.  Gdy chcemy wysadzić do gruntu w ogródku to szczególnie pilnujemy terminów. Wysadzamy na słonecznym miejscu po 15 maja w rozstawie 25 x 20 cm. 

             Po własnych doświadczeniach preferuję rozmnażanie z sadzonek, metoda mniej pracochłonna, efekty równie dobre. :) Kupuję bazylię w  supermarkecie, pędzona chemicznie nie nadaje się na dłuższe przechowywanie, ale na rozmnażanie nadaje sie idealnie.  W związku z tym robię z niej  z niej sadzonki, po ukorzenieniu sadzę je w doniczkach i nie jest już to bazylia z supermarketu tylko zdrowa moja roślinka, której listki mogę zjadać prosto z doniczki :). Robię to tak: ucinam sadzonkę o długości ok. 10 cm. ze świeżej roślinki, zostawiam tylko 4 górne listki.^C5C4D67B03E415ACE8A2C7F5073C85B4DE2176EF13D540C0FE^pimgpsh_fullsize_distr3 Wówczas wkładam ją do słoiczka z przegotowaną ostudzona wodą.indeks32 Słoik ustawiam w ciepłym miejscu (optymalna temperatura ok. 25°C) i czekam aż się sadzonki ukorzenią, mniej więcej 2 tyg. Należy pamiętać, aby wodę wymieniać co 3 dni. ^060AE7FDAA90B32C4CB9CD9B0C02DC14E0476F7A262721D2D1^pimgpsh_fullsize_distr2Gdy korzonki uzyskają ok 1 cm długości wysadzam je do doniczki i stawiam na balkonie. Równie dobrze takie sadzonki można wysadzać na ogródku, na wczesniej przygotowanym zagonie. Sadzonki robię sukcesywnie, w miarę zapotrzebowania supermarketowskiej bazylii i użytkowania jej listów. :) ^D0035B3C2AEE1F68EADC53CF22A7F4B2661325E4BF4746DC18^pimgpsh_fullsize_distr3Gdy ta bazylia urośnie i jest gotowa do użytku, cykl powtarzam i tym sposobem mam ciągle świeżą bazylię aż do grudnia. Ważne jest, aby bazylię nie dopuścić do kwitnienia, bo wtedy już nie uzyskamy sadzonek.

Opublikowano Moje roślinki | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarzy